O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytuję:
Komiksy:
Mata Hari
Praca zbiorowa:
Psychiatryk:
Serwisy:
Wszelkie zdjęcia są własnością Adama Glinianego, na licencji Creative Commons: uznanie autorstwa - użycie niekomercyjne |
środa, 18 marca 2009
Nowy adres bloga: http://gliniany.wordpress.com/
wtorek, 17 marca 2009
Chwilowo nie będzie nowych notek, migruję zawartość na wordpress.com...
poniedziałek, 16 marca 2009
Znów mnie blox.pl podkurwia. Znów poranek wypełniany kurwami i chujami, bo na ekranie albo błąd 503 albo wprost internal server error. Waham się pomiędzy blogspotem a wordpressem. Jedno i drugie wygląda fajnie. Przeciwko blogspotowi mam to, że to google - nie chcę swojej obecności w Sieci uzależniać od jednego dostawcy a gugel zaczyna nieco hegemonizować rynek usług. Wordpress - nie znaju ja zupełnie i nie wiem, czy chcem. Taki klasyczny, atawistyczny lęk przed nieznanym. Na jego korzyść przemawia masa gotowych rozwiązań... Ktoś coś może doradzić? Skarbówka oddała Stelli Maris ponad 15 mln. złotych. Poszło o to, że Kurii Gdańskiej zaczęły się kończyć pieniążki, więc prawnicy tejże wpadli na cudny pomysł: skoro SM odprowadzała VAT od fikcyjnych transakcji, to skoro "sprawa się rypła" i trwa już śledztwo i wszyscy wiedzą, to wystąpili o zwrot podatku. I go, kurwa, dostali. Początkowo skarbówka nie chciała się zgodzić na zwrot VAT, ale pod koniec 2006 r. postanowiono pieniądze zwrócić. Ostatecznie resort finansów uznał, że nie ma powodu do unieważnienia decyzji podatkowej. W marcu 2007 r. Stella Maris dostała zwrot podatku: do wyliczonych 7 mln 352 tys. zł doszło 6 mln 851 tys. odsetek. Po uregulowaniu długów wydawnictwu zostało 6 mln 272 tys. zł, które w trzech transzach wpłynęły na konto Stelli, a stamtąd na konto gdańskiej kurii. Nic, tylko podziękować rządowi PiS-LPR-Samoobrona. W końcu, to za ich kadencji ich minister. Mam tylko małe pytanie: od kiedy, do ciężkiej cholery, skarbówka oddaje pieniądze podmiotom w sprawie których toczy się postępowanie prokuratorskie? Zawsze regułą jest, że środki pozostają zabezpieczone na poczet przyszłych kosztów lub po prostu do zakończenia postępowania. Kurwa mać, pierdolony kościół powszechny i banda katolickich złodziei.
piątek, 13 marca 2009
Kilkoro moich znajomych wynalazło dziurę w systemie zabezpieczeń serwisu blog.pl. Pogrzebałem trochę własnoręcznie, bo nikt mi nie potrafił skonkretyzować poza hasłem "robisz tak i tak i działa". Błąd dotyczy zawartości pliku index.rss: będący źródłem feeda plik zamiast zawierać tylko nagłówek nowej wiadomości, względnie krótkie streszczenie, zawiera całość notek. Co więcej, serwis nie sprawdza, czy dany blog jest chroniony hasłem oraz czy użytkownik życzy sobie rssa - w blogach, które nie udostępniają usługi wprost wystarczy wpisać index.rss po nazwie bloga (np. http://www.nazwabloga.blog.pl/index.rss). W normalnej sytuacji przeglądarka lub czytnik inicjuje treści pliku otwierając całą stronę (wtedy zabezpieczenia działają normalnie), niestety na skutek błędu (niedopatrzenia?) adminów blog.pl wystarczy plik index.rss pobrać i otworzyć notepadem. Mamy do dyspozycji wszystkie notki zawarte w feedzie. Problem jest dość poważny, neguje sensowność zabezpieczania blogów hasłem. Sprawę przesłałem już adminom blog.pl, zobaczymy, jak szybko zareagują. EDIT: przez weekend nie miałem czasu sprawdzać, niemniej dziś jest poniedziałek i wszystko działa poprawnie.
środa, 11 marca 2009
Zainstalowałem Kobiecie CCS64. Podłączyłem dżojstik. Pocina teraz zawzięcie w Montezuma's Revenge i nie ma dla niej świata ;)
poniedziałek, 02 marca 2009
Funkcjonalności typu Atom czy RSS (tzw. dynamiczne zakładki) to już codzienność. Ilość "haczonych" przeze mnie miejsc w Internecie zwiększa się nieustannie, a klikanie na zakładki w ff tylko po to, żeby sprawdzić, czy coś nowego nie doszło zaczęło zabierać więcej czasu niż czytanie nowych wpisów. I wtedy spłynęło na mnie oświecenie, że istnieją programy szerzej znane jako "czytniki rss" lub z angielska "feedreader." Nie obudziłem się jednak chyba jeszcze dobrze ze snu zimowego, bo zacząłem orać Sieć googlami w poszukiwaniu jakiegoś takiegoś programu i w ogóle bratać się z tematyką. A potem spłynęło na mnie olśnienie 2.0 i stuknąłem się w czoło pustą flaszką po wódce - do wielu mało ważnych kont pocztowych, które z tych czy innych względów posiadam i nie zrezygnuję, używam Thunderbirda. Który, przy okazji, robi za dobry czytnik RSS. Pół godziny zajęło mi przeniesienie ponad sześciesięciu RSSów i konfiguracja programu. Ustawiłem interwał sprawdzania nowości na 10 minut i teraz naprawdę mam głęboko wyjebane - jak coś nowego wpadnie to mam. Zero klikania w zakładki, zero gapienia się, czy coś nowego. Samo przylatuje. Morał: jebać dynamiczne zakładki z FF czy inne gówna, porządny czytnik RSS to potęga. Tylko mam ochotę się znów stuknąć w ten pusty dekiel flaszką - bo dlaczego od razu na to nie wpadłem?
niedziela, 15 lutego 2009
Od dawna rozglądałem się za zegarkiem na rękę. Nie chcąc wydawać fortuny na jakąś markę, z uporem maniaka przeglądałem zestawy zegarków po 30-50 PLN w nadziei, że trafi się coś skromnego, szykownego, bez bajerów itepe. Kobieta skądś wynalazła UMF Ruhla Antymagnetic :)
Prosty, śliczny i w ogóle. Głośno tyka :) Jest fantastyczny. A zdjęcie jest chujowe, bo komórką robione, bo dalej mnie nie stać na D80.
sobota, 14 lutego 2009
A raczej hotel. No dobra, hotelik. Za to trzy gwiazdki (podobno) ma mieć. Przyduszony potrzebą i chęcią zarobienia gotówki w ilości znacznej, nie przeczę - uwzględniłem także pewne zobowiązania towarzyskie, bon bo niektórym tak jakoś trudno odmówić i nie wypada - wziąłem sobie zlecenie położenia tamże instalacji teletechnicznej (dla niezorientowanych: internet, tv, telefon, monitoring w postaci zestawu kamer, itp.). Czyli od cholery kabli.
Smutna rzeczywistość: "wiesz, nie ma ludzi, musisz sobie sam nawiercić". W praktyce oznacza to, że mam poważny kłopot z wyrobieniem się na termin. Mogę wziąć sobie kogoś do pomocy ale wtedy przestanie mi się to opłacać. Tak raczej. Bo z półtora tygodnia zrobi się miesiąc, jak nic, a kasa nie wzrośnie. No nie jestem w sytuacji do negocjacji, kurwa mać. Dzień pracy trwa 12-18h. Wiercenie w żelbecie pokrytym lodem też najfajniejsze nie jest.
Niespodziewanym bonusem do całości jest ekipa budowlańców (no farta mam, ostatnio jak wspominałem o takiej jednej to też in plus). Banda Kaszubów spod Trójmiasta, z którymi szybko znalazłem wspólny język (oczywiśnie, Kaszubski). Zawsze rozumiałem, z racji konotacji rodzinnych, z mówieniem gorzej - teraz mogę doszlifować. No i równe chłopy są. A w poniedziałek chyba będę nocował na obiekcie, bo we wtorek muszę oddać jedno piętro i skończyć monitoring, choćbym się posrał na niebiesko, to muszę. A moja własna ekipa (która składa się z kumpli z zupełnie innej beczki, znanych mi po większości od lat) też jest wesoła. Tylko jakoś tak dziwnie być najstarszym w gronie.
wtorek, 10 lutego 2009
Od pewnego czasu Kobieta szukała dość konkretnego programu do zarządzania dość konkretnymi danymi. Znalazła. Ściągnęła. Przy próbie instalacji program pokazał faka i zażądał .NETa. Mono nie chciał, bo mono ma jeszcze problem z Windows.Forms. Już w czasie instalacji zacząłem straszyć ją dwoma restartami - tymczasem .NET 3.5 nie zechciał restartu (wyświetlił za to idiotyczną informację bardzo nalegającą na zainstalowanie wszelakich łat - symptomatyczne, co? Samo informuje, że jest potencjalnie strasznie dziurawe ;) ). Wywiązał się dialog. [Kobieta]: Szok! Nie chciał restartu, zainstalowałam program i działa!
niedziela, 08 lutego 2009
"Posiadacze kapitału będą stymulować popyt klasy robotniczej na coraz większą ilość towarów, mieszkań i wytworów techniki. Jednocześnie będą udzielać coraz więcej coraz droższych kredytów na zakup tych dóbr, aż rzeczone kredyty nie będą mogły być spłacane. Niespłacane kredyty doprowadzą do bankructwa banków, które z kolei zostaną znacjonalizowane. To w rezultacie doprowadzi do powstania komunizmu". Karol Marks, 1867 rok. Kurcze, ja to muszę przeczytać w oryginale. Zostanę marksistą, jak nic.
piątek, 06 lutego 2009
Ponieważ nie chce mi się wklejać kolejnego zrzutu z skanera odwiedzin poddam się tzw. "pułapce na słonie" i powklejam zapytania razem z odpowiedziami. Członków LPR, PiS i takich tam przepraszam - w dupie was mam i data jest po angielsku:
Kolego: firewall, zapora windows albo cokolwiek blokujące TCP/IP pomiędzy hostem a serwerem. Jeśli robisz to na jednym kompie - być może programowy firewall, być może nie powiodło się utworzenie bazy danych na dysku.
Nie wiem, o ssso chaaadzi...
Sorry, wodzu, nie administrowałem. Może napisz mejla to doradzę, jeśli umiem.
Na ten temat już pisałem - jeśli nie pomaga, to sorry. BTW, do kolegi, który był pisał wieki temu w temacie przeniesienia bazy z formatu M$ na SQL - opracowuję stopniowo wątek, niemniej robię to raz, że pod debem, dwa, że pod ubuntu, trzy, że wolnym czasie, którego nie posiadam, cztery - opublikuję, gdy uda mi się zrobić w miarę powtarzalny algorytm. 05 Feb, Thu, 14:14:11 Google Images: WDUPIE No comments.
Jak wyżej.
Użyj czegoś spod linuksów. Jakiegoś edytora baz danych, na przykład.
A co z nią? Na czym stoi, jak itp. Co chcesz wiedzieć?
Niestety, nie pomogę. Ale w Gdańsku jest Rosie, bardzo przyjemny kurnik.
To znaczy, że nie jest gotowe. Sprawdź prawa dostępu w /var/www/, może coś innego. Może skrobnij mejla, skontaktuję Cię ze specem od OeSC
Działa.
Miałem. Przydaje się. Zgubiłeś coś z niej? O sso cho?
Tak to mniej więcej wygląda. No. Przez dłuższy czas będę cicho, bo ponieważ muszę sam z sobą dojść do ładu. EDIT:
piątek, 30 stycznia 2009
Jak już wspominałem w komentarzu u Wycie_auu, jestem zjechany jak kobyła po serii westernów. Plecy od pasa w górę plus ramiona plus dość uszkodzone kolano dają się mocno we znaki, ale co tam - skoro od poniedziałku zapieprzam jak mały Hindus targając partie gratów na nowe mieszkanie nie może być inaczej. Dziś wieczorem nastąpiła mała kumulacja zmęczenia owocująca głupawką. Co przełożyło się na nasze dialogi. W sobotę nastąpi finał całego bajzlu, zaklepany u przyjaciół samochód przewiezie rozłożone meble i to, czego sam nie dałem rady przetransportować. Przypomniało mi się, że jeszcze muszę odwiedzić znajomych w Nowym Porcie (dla obcokrajowców: taka dzielnica Gdańska). Przy okazji wygadałem się, że mają dla mnie dość archaiczny monitor (bo ja zbieram stare sprzęty komputerowe, odkurzam i zmuszam do działania - np. przeglądam Internet pod DOSem korzystając z przeglądarki Arachne itp.). [Ja]: Bo widzisz, niektórzy znoszą do domu chore zwierzęta a ja stare rzęchy. [S]: Ze zwierząt może być jeszcze jakiś pożytek. Do gara, na przykład. [J]: Ale ze sprzętu też!!! Wyobraź sobie: zupa z bebechów od monitora. Albo zapiekane kości RAM. Albo mostek północny w sosie własnym. Albo BIOS w ziołach. [S]: RAM w rumie. [J]: Nie nie nie. RAM zapiekany w ROMie!
A co tam. Rano na budowę, kłaść kabelki... ------------- A tak jeszcze nieco offtopicznie: może się chwaliłem, może nie, uczęszczamy na kurs języka rosyjskiego. Nie będę się tu spowiadał i wywnętrzniał, dlaczego taki a nie dialekt mandaryński - polecić chciałem jedynie trzy kawałki grupy Любe (film, z którego pochodzę dwa z nich - Koń i Sirota Kazachskaja - również niebawem będę zaposiadowywał): http://www.youtube.com/watch?v=HL5DM19zF2Y http://www.youtube.com/watch?v=f8vbMkS7mnQ http://www.youtube.com/watch?v=DvdNiqxdli8 Celowo nie robię embedowanych, bo wkurwia mnie, jak strona ładuje się wieki. Miłego odbioru.
niedziela, 25 stycznia 2009
Po przeanalizowaniu sytuacji logistycznej i uwzględnieniu, że jednak trzeba się ruszyć z domu i zarobić parę groszy - parapetówa ustalona jest na siódmego lutego, godz. mniej więcej 18. . Kto ze znajomych nawinie się pod rękę - gorąco zapraszam. Szczegóły - łącznie z adresem - podam przez tel. (kto ma) lub na mejla.
piątek, 23 stycznia 2009
czwartek, 22 stycznia 2009
Dropnę tu sobie mały feed techniczny, bo mam taki klimat. Wczoraj u Kobiety stanęło Ubuntu. Dziś dogrywam sobie Debiana. Po ostatnich roszadach sprzętowych musiałem orać dyski... Dostałem mejlem prośbę o wyjaśnienie metod konwersji bazy danych płatnika, te ruchy też w takim celu. Jak uskutecznię metody na tyle, że 9 razy na 10 nie zdechnie, to opublikuję. Patrząc po googlach to sporo osób tu trafia z takim problemem.
Portal Gazeta.pl przeprasza wszystkich użytkowników poczty Gazeta.pl, którzy odczuli przykre konsekwencje błędu w konfiguracji adresu jednej z grup mailingowych.
mailingowej został zablokowany. Wysłane maile mogły jednak spływać na skrzynki adresatów z opóźnieniem, także po zablokowaniu adresu grupowego.
nie jest widoczny dla nadawców wiadomości wysyłanych na adres grupy mailingowej.
Ale chodzi mi o to, że skoro blox ma takich zajebistych adminów, to ja w zasadzie to pierdolę. Szukam sposobu na przetransferowanie notek.
środa, 21 stycznia 2009
Jest dziwnie. Człowiek doszedł do siebie po imprezie i stwierdził, że w zasadzie to nie pali. No, fajkę zaćmi raz na dwa dni. Porównując to z co najmniej 25 petami na dobę wcześniej, to praktycznie detoks jest. I to z atrakcjami. Nie mogę się skupić. Łażę nerwowy. Łapie mnie bezdech. Nie mogę się skupić... Z innych ciekawostek: zmieniamy lokum. Są dwa poważne cele, jak się coś wyjaśni i określi to napiszę. O ile nie przeszkadza mi sama zmiana lokalu o tyle towarzyszący temu burdel jest przyczyną ciągłych sprzeczek. Jakby mało było kłopotu przez ograniczenie nikotyny. Ponieważ dorabiam sobie pisaniem mogę być wybredny w sprawie pracy. Kilka CV co dwa dni, nikt nie dzwoni. Albo źle mam zrobione CV, źle piszę listy motywacyjne (swoją drogą - to idiotyzm, te listy, skoro przysyłam CV gdzie czarno na białym stoją umiejętności to chyba wiadomo, że nie chcę być sprzątaczką) albo faktycznie nadaję się do łopaty. Para przyjaciół sprzedała mi w dobrej wierze ropną infekcję gardła. Ogólnie w dupie powinienem mieć, bo siedzę w domu - ale ciągnie się nieprzyzwoicie długo. Jak dziś wieczorem znów będę miał jakieś przykrości to skorzystam ze służby zdrowia. Bardziej mi nie zaszkodzą. Z powodu szukania pracy, mieszkania i zdrowia mam bardzo pozytywny nastrój. Baaardzo. W drugim tygodniu stycznia sięgnął dna, teraz przez nie przecieka. Uprzejmie proszę o niepocieszanie, bo mnie to irytuje. Mogę napyskować i obu stronom będzie przykro. I w ogóle tak mi jakoś dupowato.
wtorek, 06 stycznia 2009
Od paru dni śledzę prognozy i doniesienia pogodowe - i jak słucham idiotów w mediach to mnie telepie. Ojoj, spadło 10cm śniegu. Ojoj, 6 stopni mrozu (a przymrozek do 16). Czy ich już tak całkiem popierdoliło? Ledwo co skończyłem naście, do trzydziestki jeszcze parę miesięcy - w sumie gówniarz - a pamiętam zimy, gdzie od połowy grudnia do połowy lutego śnieg leżał, padał i temperatura nie podnosiła się powyżej zera. Czy wg mediów żyjemy w Anglii czy jakimś innym, równie idiotycznym kraju? 10-20cm śniegu i co? Klęska żywiołowa? Mam coraz częściej wrażenie, że poza nielicznymi wyjątkami otacza mnie już nawet nie bydło ale efekt nieudanych eksperymentów medycznych. Kurwa.
Osa miała coś takiego w opisie na gg dziś: Obśmialiśmy się z Kobietą jak norki. Fajne, stylowe i chyba na ścianę sobie walnę.
Od samego NR. Spieprzył mi się dysk - odzyskiwanie danych przypominało wylewanie morza filiżanką, bo ponieważ transfer dysku Sata1 spadł do mniej więcej 1,5MB/s. Odzyskanie prawie 70GB danych, w kilku rzutach i podejściach, się udało, na szczęście - ale co się nakląłem, to moje. I taka dygresja: mój pierwszy PC miał dysk WD 850MB. Wytrzymał ten dysk 6 lat, mając zaledwie około 20MB uszkodzeń (mea culpa, raz czy dwa mi spadł). Rzeczone 80GB pozyskałem rok temu. Kurde, no.
sobota, 20 grudnia 2008
Nie wiem, może już nie chce mi się dłużej ślęczeć nad dwoma artykułami a za 50 minut mam pociąg, który powiezie mnie na zrywkę drewna z lasu po nieprzespanej nocy - i tak dam radę, bo nie ma opcji, żebym nie dał. W każdym razie buszując po sieci na jednym blogu trafiłem na dość nieświeży kawałek, który zawsze lubię. Poniżej on: I tak chciałem powiedzieć tylko, w stanie nielekkim będąc, że może bez sensu prawie trzydziestoletni facet buntuje się jak nastolatek, ale...! Sweet Noise to ja znam od zawsze. Jeszcze jako 16 letni szczyl świadkiem byłem, jak 1 sierpnia 1995 roku grali na sopockim molo jako suport przewspaniałego Paradise Lost, to raz. Dwa, potem i tak ich słuchałem, chociaż klimat cięższy się zrobił. Trzy - dwupłyta Czas ludzi cienia / Revolta - jest rewelacyjna i wali mnie zdanie dyletantów, względnie jakichś kanapowych pajaców, co w życiu na dobrym koncercie nie byli. Cztery - i właśnie cztery - jak ktoś dotrwał powyżej czwartej minuty załączonego teledysku, to zdarzało się i brać w mordę i dawać w mordę. Glaca (dla dyletantów - wokalista i frontman) ma rację, śpiewając co śpiewa. Howgh.
czwartek, 18 grudnia 2008
http://www.joemonster.org/p/101481/size/oryg Teraz zrobić (może też za pomocą Faktu) imienną ankietę "kto uwierzył". Autorów odpowiedzi twierdzących pozbawić praw obywatelskich i ubezwłasnowolnić, razem z autorem artykułu... Od razu wyniki wyborów będą lepsze i pula genetyczna odetchnie z ulgą.
czwartek, 11 grudnia 2008
Ponieważ ostatnio dużo siedzę w domu, aplikowałem do miana kura domowego. Skoro już w co ciekawsze gry pograłem, do pisania chwilowo nic nie mam i zaczyna mi się poważnie nudzić - zabrałem się za kuchnię. Pomijam milczeniem fakt, że gotować lubię a Kobieta twierdzi, że nawet umiem. Tytułowy morał: dziś wyszła mi szynka duszona w ziołach, z sosem, który nigdy inaczej mi nie wychodził jak z paczki. A wyszedł od podstaw. Grunt to chcieć (i mieć czym pomysł popić, tu nieodzowny jest Specjal). EDIT: Kiedy zaczynałem prowadzić tego bloga (no, puryści językowi, jak miałem napisać? tegu blogu?), nieco ponad półtora roku temu, śledziłem sobie u innych rozmaite znajomości blogowe, kółka wzajemnej adoracji, itp. zastanawiałem się, jak do tego dochodzi? No w teorii bardzo prosto - ot, wpada ktoś na czyjegoś bloga, czyta, patrzy, komentuje - no tak to leci. Ale skąd i jak trafia? Po części z google ale widzi mi się, że o wiele częściej przez cudze zakładki. I tak to leci... Ale do rzeczy: zastanawiałem się, jak kto i po co będzie tu trafiał. Teraz po części wiem - przymierzałem się nawet do publikowania spisów co ciekawszych kwerend z gugla. Jakoś tak brak mi zapału, chociaż niektóre są popisowe. Zastanawiałem się, co z takich znajomości (jeśli w ogóle się pojawią) może wyniknąć, poza - oczywiście - okazjonalnym pomnożeniem PKB poprzez zakup produktów spożywczych objętych akcyzą.Ostatnio wyszło - ktoś mnie poczytał, napisał mejla, ja odpisałem... A teraz skorzystałem z oferty i smaruję teksty techniczne do pewnego periodyka. Czego jak czego ale takiego obrotu spraw się nie spodziewałem. Fajnie mi. Są perspektywy. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||