Lipa z miodem

Młody informatyk bez etatu...
Ostatnie wpisy
  • Pojszłem w cholerę.
  • Zmiany, zmiany...
  • Rozważań o zmianie platformy ...
  • Czy ktoś mi to, kurwa, może ...
  • BLOG.PL daje ciała z ...
  • Uczyniłem ZŁO.
  • Tatuaż.
  • RSS madness.
  • Dostałem prezent.
  • Budujemy nowy dom.



eXTReMe Tracker

Creative Commons License

Wszelkie zdjęcia są własnością Adama Glinianego, na licencji Creative Commons: uznanie autorstwa - użycie niekomercyjne

adam_gliniany(at)gazeta.pl

Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Zapisz się na newsletter!
zamów newsletter
Blog > Komentarze do wpisu
« Wieszczę nieszczęście.
Dostałem prezent. »

Budujemy nowy dom.

A raczej hotel. No dobra, hotelik. Za to trzy gwiazdki (podobno) ma mieć. Przyduszony potrzebą i chęcią zarobienia gotówki w ilości znacznej, nie przeczę - uwzględniłem także pewne zobowiązania towarzyskie, bon bo niektórym tak jakoś trudno odmówić i nie wypada - wziąłem sobie zlecenie położenia tamże instalacji teletechnicznej (dla niezorientowanych: internet, tv, telefon, monitoring w postaci zestawu kamer, itp.). Czyli od cholery kabli.


Och, układ miał być prosty: trasy kablowe przygotowane, wchodzę, kładę, upinam, sprawdzam, wychodzę. Inkasuję gotówkę. Roboty na jakiś tydzień, półtora.

Smutna rzeczywistość: "wiesz, nie ma ludzi, musisz sobie sam nawiercić". W praktyce oznacza to, że mam poważny kłopot z wyrobieniem się na termin. Mogę wziąć sobie kogoś do pomocy ale wtedy przestanie mi się to opłacać. Tak raczej. Bo z półtora tygodnia zrobi się miesiąc, jak nic, a kasa nie wzrośnie. No nie jestem w sytuacji do negocjacji, kurwa mać.

Dzień pracy trwa 12-18h. Wiercenie w żelbecie pokrytym lodem też najfajniejsze nie jest.


A teraz plusy: pierwsze trzy dni były sodomią i gomorią. Moje wydelikacone ciałko zapomniało, co to jest wysiłek fizyczny. Teraz luzik, temperatura oscylująca w granicach zera, ból ramion i te sprawy zupełnie przestały mi przeszkadzać. Organizm przypomniał sobie, że rok temu dał radę zaliczyć zimowy biwak w warunkach zimowych i było fajnie.


Minus: kręgosłup mówi "dość". Zawsze miałem z nim problemy, mój typ już tak ma.


Refleksja: dawno nie widziałem takiej partyzantki, jak tam. Plany budowy dotyczące moich instalacji są jak Yeti - podobno ktoś kiedyś widział. Na pytanie, którędy dokładnie ma iść jeden obwód odpowiedź jest ta sama, za każdym razem: "puść, jak uważasz, tylko tutaj będzie jeszcze to, to i to". No ja przepraszam, kurde bele, ja w poprzedniej firmie chyba za dobrze miałem. Przywykłem do takiej dziwnej rozpusty, jaką są dokładne plany.

Niespodziewanym bonusem do całości jest ekipa budowlańców (no farta mam, ostatnio jak wspominałem o takiej jednej to też in plus). Banda Kaszubów spod Trójmiasta, z którymi szybko znalazłem wspólny język (oczywiśnie, Kaszubski). Zawsze rozumiałem, z racji konotacji rodzinnych, z mówieniem gorzej - teraz mogę doszlifować. No i równe chłopy są.

A w poniedziałek chyba będę nocował na obiekcie, bo we wtorek muszę oddać jedno piętro i skończyć monitoring, choćbym się posrał na niebiesko, to muszę.

A moja własna ekipa (która składa się z kumpli z zupełnie innej beczki, znanych mi po większości od lat) też jest wesoła. Tylko jakoś tak dziwnie być najstarszym w gronie.

sobota, 14 lutego 2009, adam_gliniany
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Dodaj komentarz »
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog